W tym roku w uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa miały bardzo skromny przebieg.  Ograniczyły się tylko do procesji wokół katedry.
Nie było procesji, do ołtarzy, jak już od wielu lat z bielskiej katedry do bialskiego kościoła Opatrzności Bożej, nie było orkiestry wojskowej, chórów, pocztów sztandarowych, nie było bardzo licznie zgromadzonych bielszczan. Tego nie było. Pandemia zrobiła swoje.

Uroczystości rozpoczęły się Mszą św., odprawioną przez ks. proboszcza Antoniego Młoczka, kazanie wygłosił ks. Mieczysław Jonik. Nawiązując do czytanej Ewangelii (J 6, 51–58) powiedział, że „Chrystus wypowiedział po cudownym rozmnożeniu chleba, gdy był u szczytu swej popularności, gdy otaczały go entuzjastycznie nastawione tłumy, które chciały uczynić Go królem.  Efekt? Tysiące ludzi odchodzi. Nawet Dwunastu uległo tym nastrojom tłumu i z niedowierzaniem przyjmowali słowa Mistrza. On to dostrzegł i postawił im pytanie: „Czy i wy chcecie odejść? Biorąc pod uwagę publiczną działalność Jezusa, jest to moment wielkiej klęski, pozostający w ścisłym związku z Jego pierwszym kazaniem na temat Eucharystii.
W Wielki Czwartek wieczorem, przed męką, już nie zapowiadał, ale wziął w ręce chleb i powiedział, że to jest Jego Ciało. Podniósł kielich z winem i rzekł, że jest on napełniony Jego Krwią; to był początek nowego, szokującego wręcz wymiaru obecności Boga pośród swojego ludu. To działo się tuż przed Wielkim Piątkiem. Zbawiciel nie dał Apostołom żadnych wskazówek, gdzie mają uciekać, jak się ukryć, jak przetrwać te zatrważające chwile Golgoty. On tylko dał im chleb i powiedział: To jest Ciało moje (…). Podał im kielich z winem i powiedział: Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej.
Najświętszy Sakrament to obecność. Żaden umowny znak, żaden symbol, ale realna, rzeczywista obecność. Dla semitów wyrażenie ciało i krew zawsze oznaczało osobę.

Procesję  Bożego Ciała zakończyło błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, udzielone przez ks. proboszcza Antoniego Młoczka.


Ale nasz Pan jest obecny wśród nas nie tylko po to, byśmy go adorowali, ale byśmy go przyjmowali. Na pustyni Bóg karmił Naród Wybrany manną – cudownym pokarmem z nieba. My chrześcijanie, jako nowy naród wybrany również otrzymaliśmy pokarm z nieba - Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Ewangelia nie wspomina nic o częstotliwości przyjmowania tego Pokarmu. Ale kiedy przyjmujemy Komunię, trwamy w zjednoczeniu z Bogiem, żyjemy w stanie łaski uświęcającej, czyli bez grzechu ciężkiego, czyż nie jest to stan, który winien nam towarzyszyć nieustannie? Krocząc przez życie w kierunku nieba, pragniemy dostąpić zbawienia, a więc wiecznej Komunii z Bogiem. A ona zaczyna się nie w niebie, ale już tu – na ziemi. Dlatego nasze częste przyjmowanie Komunii Świętej jest takim dojrzewaniem do komunii z Bogiem w niebie”
Na zakończenie ks. Mieczysław powiedział: „Na grobie żołnierzy polskich poległych pod Monte Cassino wypisane są następujące słowa: „Ciała swoje oddali ziemi włoskiej, serca swoje oddali Polsce, a dusze swoje oddali Bogu". Na każdym zaś tabernakulum można byłoby wypisać słowa, że Pan Jezus oddał nam, ludziom, wszystko co miał: swoje Ciało i Krew, dał nam siebie, bowiem tak bardzo nas umiłował. I w każdej Mszy  ofiaruje się za nas swojemu Ojcu.
Dzisiejszym świętem, naszą obecnością i modlitwą, dziękujemy Bogu za ten wielki dar”.

Po Mszy świętej odbyła się procesja z Najświętszym Sakramentem wokół katedry, w której uczestniczyli, księża, siostry zakonne, służba liturgiczna, poczty sztandarowe oraz licznie zgromadzeni wierni. Spontanicznie były również dzieci sypiące kwiatki.

Marian Szpak