Obraz świętego Mikołaja zdobi główny ołtarz naszej katedry. To artystyczna katecheza o życiu naszego patrona.
W roku 325 miał miejsce I Sobór Nicejski, podczas którego ustalono datę obchodów Wielkanocy (pierwsza niedziela po pierwszej wiosennej pełni księżyca) oraz sformułowano wyznanie wiary: „Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego”. Ponadto jego uczestnicy obronili prawdę o bóstwie Chrystusa przed herezją arianizmu. Jej ojciec – niejaki biskup Ariusz – utrzymywał, że Bóg jest, ale w jednej Osobie, a Jezus jest stworzony, a nie zrodzony i współistotny Ojcu. W ferworze soborowych sporów i dyskusji, jeden z uczestników soboru – biskup Mikołaj przyłożył pięścią w twarz owemu Ariuszowi, który w rewanżu złamał mu szczękę. Za karę Mikołaja osadzono w więzieniu. Tu – według legendy – odwiedził go Jezus i dał mu księgę – znak, że prawdy bronił. A potem przyszła Matka Pana i przywróciła Mikołajowi insygnia biskupie.
Poza tym Mikołaj, był chodzącą dobroć. Podróżując statkiem uciszył straszliwą burzę morską i żeglarzom ocalił życie. Ubogich karmił i przyodziewał. Katu miecz wyrwał z ręki, gdy ten miał życie odebrać za karę, fałszywie oskarżonym o zdradę trzem młodzieńcom.
Patrząc na obraz w głównym ołtarzu naszej katedry rozpoznajemy świętego Mikołaja po stroju biskupi oraz trzymanym przez jednego z aniołów pastorale (zakrzywionej lasce). To atrybuty każdego biskupa. U stóp Mikołaja ręce ku niemu wyciągając, żeglarze proszą o ratunek z morskich odmętów, co jest ilustracją wyżej wspomnianej legendy.

Tymczasem drugi z aniołów trzyma misę z trzema złotymi kulami. Legenda głosi, iż pewien wdowiec wychowywał samotnie trzy córki, którym – gdy za mąż wyjść chciały – nie potrafił zapewnić posagu, ze względu na swe ubóstwo. Wpadł zatem na nikczemny pomysł, że wyśle córki na ulicę, niech swoim ciałem zarobią na weselną wyprawę. Gdy dowiedział się o tym Mikołaj, natenczas jeszcze majętny, osierocony młodzieniec, zakradł się nocną porą pod ich dom i przez okno trzy złote kule pannom owym, każdej z osobna po jednej, pod poduszkę włożył, w ten sposób ich posag zabezpieczając i od hańby niosąc ratunek.
Podobno ów uczynek miłosierdzia lud zadziwił a i samemu Mikołajowi tak do gustu przypadł, iż odtąd – korzystając z dobrodziejstw odziedziczonego po przodkach majątku – prawie co noc do kogoś w biedzie będącego z pomocą bieżał, chowając się pod osłoną nocy. A że dawanie podarków lepiej mu szło, niż markowanie się w ciemności, ciekawska gawiedź pewnego razu przyłapała Mikołaja na owym świątobliwym uczynku jałmużny. Zaznawszy dobroci jego serca, jako iż biskup miejscowy jakiś czas wcześniej żyć przestał, obwołała go swoim pasterzem, na co też Mikołaj przystał, chętnie insygnia biskupie przyjmując. Dla tego właśnie powodu dziś nie tylko po nich – mitrze i pastorale – ale również i po owych złotych kulach, dobre serce upamiętniających, świętego Mikołaja się rozpoznaje.
